Jestem. Żyję. Wracam.
Burza wisi w powietrzu. Siedzę w pięknych okolicznościach przyrody na tarasie, w domu brata mojego M. Wyjechali na wakacje a my opiekujemy się ich domem - ciesząc się swoja wzajemną obecnością. M chodzi już do pracy, ja mam jeszcze tydzień urlopu (chyba jedyny plus pracy w przedszkolu - więcej dni wolnego niż w przeciętnej pracy). Niebo nade mną chmurzy się zwiastując deszcz i prognozowaną burzę. Spadają pierwsze krople ożywczego deszczu... Trochę mnie tu nie było - trochę z powodu zabiegania (budowa domu, sprawy formalne, problemy ze zdrowiem lub po prostu brak chęci na pisanie). Finalnie oblałam pierwszy egzamin na prawko - stres i zwykłe zagapienie się. Drugie podejście też mam za sobą - nie wiem jak ale udało się. Piszę to jako dumna posiadaczka prawka i swojej dwudziestojednoletniej fury Toyoty Yaris. Myślałam, że zdanie będzie trudne (i było - stres okropny) jednak samodzielna jazda jest jeszcze... trudniejsza i stresogenna. Robię na razie małe trasy trzęsąc się jak galareta...